A więc to było tak.
Dzień moich urodzin. Nigdy ich nie obchodziłam. To znaczy... jedyną osobą, która mi to mówiła był Chejron.
Było to normalny dzień, nie licząc moich urodzin. Idę na śniadanie. Dziś piątek czyli jest bitwa o sztandar. Mimo iż nikt mnie specjalnie nie lubił to warto mnie mieć w drużynie - zawsze wygrywam.
Zjadłam śniadanie i od razu poszłam do lasu. Szłam tam zawszę. Byłam uzbrojona tylko w sztylet. To mi wystarczało. Była lepsza zabawa kiedy pojawi się potwór. Gdybym miała miecz to po 2 sekundach by już nie żył (jaka ja skromna :3 ). Tak więc idę sobie przez las aż tu nagle wyskakuje przede mnie piekielny ogar. Od razu wyjęłam sztylet i zaczęłam uciekać. Tylko nie myślcie sobie, że stchórzyłam. Chciałam tylko zabawić się w berka z tym wielkim psiskiem. Biegnę, biegnę... i wpadam na drzewo. Co?! Skąd one się tu wzięło?! ŁUP!!! Wpadłam na nie. Zemdlałam.
Kiedy się obudziłam, potwór stał nade mną. Dziwne... to było BARDZO dziwne. Z dwóch powodów. Pierwszym było to, że ja jeszcze żyję a drugim to, że ten przerośnięty pies (uwielbiałam je tak nazywać) gapił się na mnie. Popatrzyłam mu w oczy. Drgnęłam. Skądś znałam te oczy. Wtedy sobie przypomniałam. To był ten piekielny ogar którego ''spotkałam'' kiedy miałam 3 lata. Wytrzeszczyłam oczy. Potwór ''szczeknął'' i polizał mnie. On mnie p o l i z a ł. W tym momencie powinnam powiedzieć sobie, żebym się uspokoiła. Ale nie. Nigdy nie mówię do siebie. No może czasami...
Powoli wyciągnęłam rękę (wiem, wariatka ze mnie) i pogłaskałam go. Spodziewałam się, że kłapnie paszczą i w jednej chwili pozbawi mnie ręki. Lecz on tego nie zrobił. Jeszcze raz mnie liznął i uciekł.
Nie byłam smutna. Ech... czasami tego żałuję. Nie wiem dlaczego, ale niektórych uczuć po prostu nie odczuwam. Wstałam z ziemi i ruszyłam przed siebie.
***
Spędziłam w lesie całe popołudnie. Wróciłam wcześniej, ponieważ jak już wcześniej wspomniałam, miała się odbyć bitwa o sztandar. Byłam w drużynie niebieskich.
Jak zawsze nikt się mną nie interesował. To znaczy, z mojej drużyny. Wszyscy czerwoni mieli mnie na uwadze. Byłam i jestem niebezpiecznym przeciwnikiem. Sama zawsze sobie wyznaczałam zajęcie. Czyli zdobycie sztandaru.
W tym dniu było naprawdę trudno. Lecz znalazłam sztandar. Był w najciemniejszym miejscu w lesie. Bardzo rzadko się tutaj zapuszczano. No nie licząc mnie. To było moje ulubione miejsce. Cisza i spokój, ale przede wszystkim cień. Skradałam się, i wtedy wyskoczył na mnie któryś od Aresa. Nagle wybiegli jeszcze dwaj. Ej! Przecież ma być do dwóch strażników. No ale co to dla mnie. Było trudno. Rozbroiłam wszystkich, lecz jakiś się dźwignął i mnie złapał z nogę. Potknęłam się i miecz wyleciał mi z ręki. Cóż... w walce wręcz też nie mam sobie równych.
Gdy pozbyłam się problemu przybyło JESZCZE dwóch. No nie no. Zablokowali mnie, nie miałam żadnej broni. Skupiłam się na sztandarze. I wtedy poczułam coś dziwnego. Otoczyła mnie ciemność. A kiedy opadła stałam obok sztandaru. Chwyciłam go i pobiegłam do strumyka, ścigana przez synów Aresa. Jeden wyprzedził mnie i znowu mnie otoczyli. Byłam tak blisko strumyka. Widziałam już Chejrona i niektórych moich sojuszników. Skupiłam się ponownie, tym razem na granicy i znów otocczyła mnie ciemność. I znowu przeniosłam się. To było jeszcze bardziej dziwne.
Ale nikt się nie cieszył, że wygraliśmy. Wszyscy wpatrywali się we mnie, a raczej w coś co było nad moją głową.
- O nie - pomyślałam.
Podniosłam głowę. Lecz szybko opuściłam ją, rozpoznawszy symbol.
Miałam ojca.
Hadesa
3 komentarze = nowy rozdział
Gdy pozbyłam się problemu przybyło JESZCZE dwóch. No nie no. Zablokowali mnie, nie miałam żadnej broni. Skupiłam się na sztandarze. I wtedy poczułam coś dziwnego. Otoczyła mnie ciemność. A kiedy opadła stałam obok sztandaru. Chwyciłam go i pobiegłam do strumyka, ścigana przez synów Aresa. Jeden wyprzedził mnie i znowu mnie otoczyli. Byłam tak blisko strumyka. Widziałam już Chejrona i niektórych moich sojuszników. Skupiłam się ponownie, tym razem na granicy i znów otocczyła mnie ciemność. I znowu przeniosłam się. To było jeszcze bardziej dziwne.
Ale nikt się nie cieszył, że wygraliśmy. Wszyscy wpatrywali się we mnie, a raczej w coś co było nad moją głową.
- O nie - pomyślałam.
Podniosłam głowę. Lecz szybko opuściłam ją, rozpoznawszy symbol.
Miałam ojca.
Hadesa
3 komentarze = nowy rozdział