Szłam przed siebie, a każdy mój krok wywoływał
lekkie trzęsienie ziemi. Byłam wściekła. Złość wprost emanowała ze mnie. Lecz
nie oddaliłam się dość daleko by nie usłyszeć krzyku jakieś dziewczyny.
- Stój!
Nim zdążyłam się odwrócić, przede mną wyrosły jak spod ziemi, co w sumie było całkiem możliwe, trzy szkielety. Jako córka Hadesa, zwykle miałam nad nimi władzę. Chciałam wbiec pomiędzy nie ale przypomniałam sobie o tej dziewczynie. Odwróciłam się na pięcie i ujrzałam Amy. Ta, zobaczywszy, że na nią patrzę, zawołała jeszcze raz:
- Zatrzymaj się!
No, ale ja nie słucham nikogo. Spojrzałam
na nią z lekkim politowaniem. Jednak w tym spojrzeniu czaiła się odrobina
groźby. Dziewczyna trochę się skuliła lecz podniosła rękę i pojawiły się
następne dwa szkielety uzbrojone w ciężkie drewniane pałki. Samą dziewczynę
otoczyła czarna mgła a nad jej głową pojawił się znak mego ojca. To była chyba
najgorsza rzecz jaka mogła się stać w tym momencie. Do tego jeden ze szkieletów
uniósł swą bladą rękę i zdzielił mnie pałką po głowie. Zemdlałam.
***
Słyszałam głosy i szepty, które rozlegały się
wokół mnie. Zaczęłam się rozglądać. Znajdowałam się w pokoju, którego
ściany przywodziły na myśl mgłę. Ciemną, czarną mgłę. Byłam zdezorientowana. Co
się tak właściwie stało? Kiedy tak myślałam przede mną uformował się olbrzymi
czarny kształt. Zmrużyłam oczy, co okazało się trafnym pomysłem. Mgła opadła a
ja ujrzałam wysokiego na trzy metry człowieka. Dobra to nie był człowiek. To
był bóg. Hades. Ubrany był w czarną kurtkę i czarno-szare spodnie. Spojrzałam
na niego z ledwo dostrzegalnym zaciekawieniem.
- Witaj Sally – powiedział. Jego głos był chłodny
i przyprawiał o dreszcze.
- No, cześć – odpowiedziałam. Jeśli spodziewał
się jakiegokolwiek szacunku z mojej strony to się grubo mylił.
- Zawsze taka jesteś? – zapytał z nutką
poirytowania.
- Skoro jesteś moim ojcem to powinieneś wiedzieć
jaka jestem – powiedziałam naburmuszona. „Znam” go od ok. jednej minuty i już
zdążyłam go znienawidzić.
- Nie sprowadziłem cię tu byś się ze mną kłóciła.
Mam dla ciebie sugestię i radzę ci ją wykorzystać. Tylko proszę mi się nie
złościć bo sprawa dotyczy także twojej przybranej siostry.
- TO NIE JEST MOJA SIOSTRA! – krzyknęłam
wymawiając każde słowo najdokładniej jak umiałam. No to mam przechlapane.
Wydrzeć się na boga to już przesada ale co dopiero na teko z potężniejszych i
do tego własnego ojca. Cóż, w takich sytuacjach można tylko powiedzieć „ups”.
- Tak, jest twoją siostrą. I nie krzycz – odparł
z zadziwiającym spokojem. Milczałam. – Więc przejdźmy do rzeczy. Myślę, że wiem
co się stanie gdy się obudzisz więc lepiej się nie zezłość na swą siostrę. Pod
kilkoma względami jest odrobinie lepsza od ciebie.
O nie, tego już za wiele. W tym momencie
przypomniało mi się jak bardzo nienawidzę bogów.
- No, nie mam ci nic więcej do przekazania –
powiedział i rozpłynął się w czarne mgle.
***
Czułam, że leżę na łóżku. Pewnie leżę w naszym „szpitalu”.
Wokół siebie słyszę dwa głosy.
- Jak myślisz, kiedy się obudzi? - powiedział ktoś. Tego głosu nie byłam w
stanie rozpoznać.
- Nie mam pojęcia. Dość mocno dostała – to Chejron.
Na sto procent
.
- Dobrze, to ja już pójdę – odparł ten ktoś. Usłyszałam
kroki.
- Powiedz proszę Amy, by na przyszłość uważała –
zawołał za nim Chejron.
- Dobrze.
Wspomnienie Amy napełniło mnie gniewem. Kiedy tylko
ją zobaczę dziewczyna pożałuje, że się urodziła. Tak, będę miała słodką zemstę.
Usiadłam na łóżku, otwierając jednocześnie oczy. Zobaczyłam Chejrona który
kierował się w stronę drzwi. Odwrócił się jeszcze i zauważył mnie.
- O, obudziłaś się – powiedział i podszedł do mnie.
- Tak, i skoro już się obudziłam to nie zamierzam siedzieć
tutaj. Muszę pogadać z kilkoma osobami – warknęłam wściekle.
- Sally, musisz jej wybaczyć. Ona nie wiedziała co
robi.
- Wiedziała. Ja to wiem. Chciała to zrobić i
zrobiła. Ja nie muszę jej wybaczać .
Wstałam. Zakręciło mi się w głowie. O mało nie
upadłam. Oparłam się o brzeg łóżka. Chejron korzystając z mojego chwilowego
zmęczenia zaczął wygłaszać długi monolog na temat dlaczego nie powinnam mścić
się na Amy. Ruszyłam powoli do drzwi, nie zważając na protesty centaura.
Wyszłam na zewnątrz i natychmiast skierowałam się do domku Hadesa.
Sorry, że taki krótki. Następny będzie dłuższy Mam nadzieję, że rozdział się podobał. Przepraszam za błędy ;)
2 komentarze = nowy rozdział