środa, 25 listopada 2015

Rozdział VI - Moja przepowiednia się sprawdza

PRZEPRASZAM WSZYSTKICH! PRZEPRASZAM KASIALI!!!
Ten rozdział dedykuję Kasiali. Poprawię się obiecuję!



Powiem wam tak.

Jest wiele rodzajów osób. Są osoby życzliwe, miłe, wredne. Są też osoby aroganckie. Amy nie należy do żadnej z tych kategorii. Jej rodzaju nie da się określić. Ja bym powiedziała tak: najokropniejsza, najgorsza, najbardziej rządząca się osoba na świecie. Przebija nawet niektórych bogów. Co do jej „mowy” jestem na 99% pewna dorównuje Afrodycie. Natomiast to co ostatnio zrobiła BARDZO mnie zaskoczyło. No dobra, trochę przesadzam. Mogłam się tego spodziewać . Chodzi o moją mini przepowiednie. Będę wam długo opowiadać co było przed głównym zdarzeniem więc uwaga, nie zanudźcie się na śmierć bo opowiadać nie zbyt umiem.
 

Wstałam z samego rana. Było to dzień po akcji z zamianą pokoi. Ta noc była okropna. Ten pokój jest 
tak duszny! Już nawet w jaskini jest więcej wilgoci i przewiewu. Ale nie martwcie się, że byłam niewyspana. Przywykłam spać tylko 4-5 godzin. A czasem nawet mniej. No i po co ja wam to mówię. Przecież i tak, nikt się o mnie nie martwi. Nawet mój własny ojciec. W sumie to całkiem normalne, że boscy rodzice się o swoje dzieci nie martwią. Porzućmy więc tę kwestię. Kiedy wreszcie zwlekłam się z łóżka powędrowałam do łazienki, oporządziłam się i wyszłam z domku mając zamiar udania się na śniadanie. Dziwne było to, że w domku nie zastałam Amy. No cóż, dopiero ją poznaję. Tak więc, zjadłam śniadanie (tosty z miodem i herbata), wstałam natychmiast od stołu, nie miałam bowiem ochoty rozmawiać z Chejronem. Byłam na niego obrażona. Jak on mi mógł to zrobić!!! Doskonale zna moje zwyczaje, i ta decyzja z pewnością mnie niczego nie nauczy. Miałam zamiar mu o tym powiedzieć, ale jak zauważyliście nie miałam na to szczególnej ochoty.
Teraz czytajcie uważnie. Przechodzimy do część dramatycznej. Dla tych co szczególnie nie lubią Amy, zalecam natychmiastowe przerwanie czytania. Przez to znienawidzicie do tego (o ile już ich nie lubicie) dodatkowo kilka osób.

Skierowałam się w stronę lasu. Chciałam się udać w moje ulubione miejsce. Dla zapominalskich:  był to najciemniejszy zakątek lasu. Miałam tam moje drzewo. Wygodnie się na nim siedziało i spało. W szczególności to drugie. Tam właśnie spędzałam noce. Powróćmy do tematu. Kiedy tam już doszłam, oczywiście zrobiłam to co każdy by zrobił na moim miejscu. Wspięłam się na nie i wygodnie rozsiadłam. Kiedy tak rozkoszowałam się ciszą i spokojem, przerwał mi czyjś natrętny i przesłodzony głos. Jak się pewnie już domyślacie, była to Amy. Co ona do Hadesa tutaj robi!? Jeszcze czego! To moje miejsce. Nie no, zaczynam krzyczeć do siebie. Naprawdę zaczyna się ze mną dziać nie dobrze.

- Co ty tutaj robisz?! – krzyknęła Amy. To samo mogłabym ja powiedzieć. Co za ironia losu.

- Siedzę i rozmyślam. A raczej to robiłam do póki mi nie przerwano! – ostatnie zdanie wręcz wykrzyczałam. Zeszłam też z drzewa.


- Natychmiast się z tond wynoś! To moje miejsce!

Zaniemówiłam. A więc o to chodzi. No dobrze, chcesz kłótni to będziesz ją miała. Będziesz miała nawet więcej. Walkę, której nie wygrasz.

- Ach tak!? Ja tu byłam pierwsza mądralo! To miejsce zaklepałam kiedy miałam 5 lat. Trochę się spóźniłaś! – wiem trochę niezbyt mądry tekst, ale jej najwyraźniej to wystarczyło.
 Wyciągnęła piękny szaro – czarny miecz. Na rękojeści widać było czaszkę. A więc prezent od tatusia. Cóż, może na coś się zda. Wokół niej pojawiły się szkielety. Szczęka mi opadła. Jak on mogła się tego tak szybko nauczyć!? Ale ona chyba nie jest świadoma tego, że ja też mam władzę nad umarłymi. Zaatakowałam wyciągając tym samym czarny miecz – podarunek ojca. Dostałam go w ten sam dzień, w którym  mnie uznał.

Ruszyłam na szkielety lecz siłą woli skłoniłam je do poddania. Jednak nie cofnęły się. Z tego co wiedziałam zmarli wybierają osobę o silniejszej woli i tej służą. A to niemożliwe by Amy była ode mnie lepsza! Walka trwała i po raz pierwszy poczułam, że być może toczę przegraną walkę. Podobnie jak pierwszego dnia, gdy poznałam Amy, szkieletu unieruchomiły mnie lecz tym razem moja kochana siostrzyczka zdzieliła mnie płazem miecza. Oczywiście, szamotałam się i wyrywałam ale to na nic. Powtórzyło to się kilka razy a potem trupy zniknęły. Leżałam na ziemi wyczerpana. Pierwsza porażka, pierwsza w całym moim życiu. Powiecie pewnie, należało ci się to! Nauczysz się wreszcie być ostatnia, nauczysz się przegrywania. Rozumiem to. A co do Amy - stała nade mną i uśmiechała się drwiąco. Z pomiędzy drzew wyszła Daisy. Ojojoj, przepowiednia. I ta uśmiecha się podle. Amy odwraca się i mówi:

- Widzisz. Nie było tak źle. Wygrałam ten zakład – co?! Jaki zakład?!

- No, przecież widzę. Dobrze, jednak jesteś warta mojej przyjaźni – uśmiecha się jeszcze szerzej Daisy i podaje Amy ręce. 

I tak wracamy do mojej aktualnej pozycji. 
Leżę na ziemi gapię się na te dwie wredne dziewczyny. No i jak ja mam żyć?! Ojciec uważa mnie za gorszą, odebrał jakimś cudem moją moc i do tego zwiększył siłę Amy. Dzięki temu wygrała ten swój zakład. Chejron mianował siostrzyczkę grupową. Wszyscy się ode mnie odwrócili. No w sumie zawsze tak było. Nikt się mną nie przejmował. Zawszę sama o siebie dbałam. Coś się ze mną dzieje. Nawet nie pomyślałam o Monsterze. Przecież mógł mi pomóc. Nigdy się o siebie nie martwię. Jeśli zginę to z pewnością nikt nie będzie się mną przejmował, nikt nawet nie uroni łzy. To wszystko pogarsza Amy. Doprowadzi mnie do szału! Muszę wziąć się za siebie. 
Dwie nowe przyjaciółki odwróciły się i pomaszerowały w stronę domków.


Ten dzień uważam za jeden z najgorszych w moim życiu!

Trochę krótki >_< przepraszam!!!

2 komentarze = nowy rozdział

 
 

wtorek, 24 listopada 2015

sobota, 7 listopada 2015

Rozdział V - Poznaję najwredniejszą osobę na świecie.



Szłam szybko w kierunku domku Hadesa. O nie, ta dziewczyna nie będzie mi się tu rządzić. Jeszcze będzie mi wydawała rozkazy. Pożałuje tego. Kiedy się wściekałam do mojej głowy „wpływały” najgorsze scenariusze. Na nieszczęście, w takich momentach umiałam w ograniczonym stopniu przewidywać najgorszą przyszłość . Teraz ukazała mi się Amy. I nie uwierzycie, obok niej stała… Daisy. Podawały sobie ręce. Tylko nie przyjaźń. Te dwie, jako przyjaciółki?! Mogłabym się pomodlić do ojca lub do Apolla, no w końcu jest bogiem przepowiedni, by to nie była prawda. Żeby to był jeden z tych przypadków, w których się myliłam. Dla was może to nie jest jakiś straszny scenariusz ale dla mnie tak. I pewnie dziwicie się, jak można wściekać się na dziewczynę, którą dopiero się poznało.Można, ja mogę.  

                                                                                                                                                           
Doszłam do mojego domku. No od teraz nie całkiem mojego. Otworzyłam szarpnięciem drzwi i wmaszerowałam do środka, przy okazji trzaskając drzwiami jak najgłośniej się dało.
Opiszę wam jeszcze plan tego miejsca. Ma on trzy pokoje + łazienka. Jeden to taki wspólny, znajduje się w centrum. Od niego wychodzą trzy drzwi. Dwa prowadzą do oddzielnych pokoi a pozostałe do łazienki. Mój pokój znajduje się po lewej stronie. Nie wiecie ile czasu poświęciłam, by jakoś poukładać te wszystkie rzeczy na półkach. Chociaż nie mam ich za wiele, to nienawidzę układać. Uwielbiam mój pokój chociaż rzadko z niego korzystam. W nim znajduje się wielkie okno, które wychodzi na las. Niestety w drugim pokoju nie ma takiego. Są tylko trzy średniej wielkości okienka.  Dlatego wole mój pokój od tamtego.

Pierwsze spojrzenie na „nasz” główny pokój wprawiło mnie w jeszcze większy gniew. Moje wszystkie rzeczy leżały bez ładu i składu na środku pomieszczenia. Natychmiast skierowałam się w stronę mojego pokoju. Wparowałam do niego i zamarłam. Na mojej kanapie rozsiadła się, jak księżniczka na tronie, Amy. Ta na mój widok uśmiechnęła się krzywo i wstała.

- Och, witaj siostrzyczko. Jak miło cię poznać – powiedziała i się odwróciła i zaczęła oglądać pomieszczenie – mam przepiękny pokój, prawda?

A więc tak gramy. Nie myślcie sobie, że jestem osobą, która daje się ponieść emocją. Tylko jeśli coś okropnie mnie wkurzy, to lepiej się nie zbliżać. Choć na to nie wygląda, jestem bardzo rozsądna. Zawsze, albo raczej zazwyczaj, planuję, każde posunięcie i wypowiedziane słowa. Jestem mistrzynią ukrywania i manipulowania swoimi emocjami. W ciągu sekundy mogę się zmienić z rozwścieczonego konia w cichą jak myszkę. Jednak rzadko to robię z zewnątrz. To znaczy, że ktoś może to zobaczyć. To moja mocna strona. Większość myśli, że jak mnie rozwścieczy to wpadam w szał i nad sobą nie panuję. I wszystkich utrzymuję w takim przekonaniu. Użyje mojego planu tylko wtedy, kiedy będzie to potrzebne.                                                                                                                                                                                  
 A wiedzcie, że udawanie wściekłej to nie jest wcale takie łatwe zadanie. Miałam jednak dużo czasu by to opanować. Tak więc, nie dałam po sobie poznać, że się zamyśliłam i zaczęłam na nią naskakiwać.

- Wynoś się natychmiast z mojego pokoju! – darłam się, najgłośniej jak mogłam.

- Kochanie, przecież to jest mój pokój. Siostrzyczko uspokój się – zachowywała się tak jak córka Afrodyty. A ich szczególnie nie lubię.

-Nie mów do mnie siostrzyczko!

- Ale mogę! Wiedz, że jestem o dwa lata starsza! – jeszcze mi będzie się tu wywyższać. 


- Ach tak!? To chyba powinnaś dawać przykład młodszej siostrze! Żeby na przykład nie kraść. A skoro już mowa kradzeniu. Ty złodziejko!!! 

- Proszę cię siostra, przycisz się. Nie lubię krzyków. Idź do swojego pokoju i przy okazji sprzątnij tę górę śmieci walających się za drzwiami.

Zgrzytnęłam zębami. NIKT NIE BĘDZIE MI ROZKAZYWAŁ. To moje motto. Ale cóż, trzeba będzie posłuchać siostruni. Przecież to część planu. Oj, zaskoczy się dziewczyna. Pokażę jej jak bardzo się myliła co do mnie.

 Odwróciłam się i wymaszerowałam z pokoju. Nie będę wam opowiadać  jak to wszystko układałam. A kiedy wreszcie skończyłam, chciałam wyjść jak zwykle do lasu. Była już w drodze do drzwi wyjściowych ale zatrzymał mnie głos Amy. 

- A ty gdzie?

- A co? – zapytałam zaczepnie. Ech, jak ja nienawidzę udawać głupiej.

- Jestem ciekawa gdzie się udajesz – powiedziała z udawaną troską. 

- Gdzieś gdzie ciebie nie ma – krzyknęłam jej w twarz. Ta odsunęła się z odrazą.

- Nigdzie nie wychodzisz. Musisz posprzątać – uśmiechnęła się chytro.

- Od kiedy ty tu rozkazujesz?! – starałam się by w moim głosie zabrzmiała gorycz.

- Od czasu, gdy Chejron mianował mnie grupową. I kazał ci przekazać, że nawet jeśli zechcesz wyzwać mnie na pojedynek to  nic z tego. 

To był dla mnie jak cios miecza. Jak on mógł mi to zrobić?! Wiedział, że ja nie słucham nikogo a on sam nie lubił gdy łamałam zasady. Teraz jestem zmuszona non stop to robić. Sally! Przestań! To ona tak na ciebie działa. Pamiętaj plan. Masz do wypełnienia plan zemsty. Pamiętaj. Nie no, już zaczynam gadać sama do siebie! Naprawdę , ta dziewczyna jest dziwna. 

Udałam zrozpaczoną i skierowałam się w stronę pokoi, przy okazji łapiąc starą miotłę opartą o ścianę.
To będzie straszny dzień.


Oto kolejny rozdział! Mam nadzieję, że podobał się wam. Przepraszam za błędy i powtórzenia.

2 komentarze = nowy rozdział