wtorek, 29 grudnia 2015

Ponowne przeprosiny

Przepraszam Was kochani, ale wena mnie opuściła. Piszę powoli, mam dopiero początek >_<
Obiecuję, że dam Wam długi rozdział na początek nowego roku.
Kasiali, szczególnie ty, i reszta też nie złoście się, proszę :(
Składam Wam jeszcze spóźnione życzenia świąteczne i życzę Wam WESOŁEGO NOWEGO ROKU!!!

wtorek, 15 grudnia 2015

#1 Mało Krwawa Miniaturka Bo Nie Umiem Robić Lepszych

Tą miniaturkę dedykuję Kasiali. Wreszcie się doczekałaś :)


Szłam ciemnym korytarzem niedawno odkrytym pod domkiem numer 13.  Byłam bardzo ciekawa, co się tu znajduje – no w końcu jest coś nowego. Na ścianach wisiały pochodnie z zielonym ogniem. No… coś tutaj ponuro. W sumie pasuje mi ten nastrój. Tak mroczno… Jak go odnalazłam? A no przypadkiem przekręciłam jedną z pochodni i ta dam - podłoga się zapadła i ukazał się ten tajemniczy korytarz. Zanim do niego weszłam musiałam się upewnić, że nigdzie nie ma Amy. Dziwne było to, że od czterech godzin nigdzie jej nie widziałam. Zdawało mi się, że ona zawsze jest w centrum uwagi razem z Daisy... Przez to stawałam się coraz bardziej podejrzliwa. Nagle usłyszałam krzyk, i jeszcze jeden. Najgorsze było to (albo najlepsze), że był to głos Amy. Wszędzie go rozpoznam. Zaczęłam biec w kierunku z którego dochodził głos. Co tam się dzieje?

Pędziłam w kierunku światła. To co tam zobaczyłam wmurowało mnie w podłoże. Była tam wielka hala, słabo oświetlona, ściany były pomalowane na szaro. Pośrodku stał wysoki metalowy słup. A do niego była przywiązana Amy. Wyglądała strasznie, cała była we krwi, jej ubranie było poszarpane a włosy w nieładzie. Na ciele miała wiele ran. Co jej się na Hadesa stało?! Chciałam do niej podbiec jednak przerwał mi głos.

- Zostań tam gdzie jesteś - odwróciłam się, wyciągając jednocześnie mój czarny miecz.

Ostrze przecięło ze świstem powietrze. Kilka metrów ode mnie stał, opierając się o ścianę... Mark. Tak, mój dawny brat Mark. Te same czarne włosy, blada cera, niski wzrost. Aż się zdziwiłam, że tak dobrze widać szczegóły, no bo przecież to duch. Jedyne co się w nim zmieniło to oczy. Przedtem były ciemno brązowe, a teraz? Koloru stali z małymi prześwitami ciemnej czerwieni. Muszę przyznać, teraz wyglądał przerażająco.

Cofnęłam się o krok. Jak zawsze w stresujących sytuacjach moje myśli przyspiesza. Czy to Mark zrobił to wszystko Amy? Dlaczego miał takie dziwne oczy? I dlaczego w ogóle się tu pojawił? Po patrzyłam uważnie na brata. Wyciągnął on widmowy sztylet i rzucił ja w znienawidzoną przeze mnie siostrę. Broń przecięła ramię Amy na wylot - no bo w końcu to tylko cień. Jednak na "widmowej" ranie zebrała się krew. To musiało ją boleć.

- Przestań - krzyknęłam. Wiem, byłabym zachwycona gdyby Amy zniknęła na zawsze z moje życia, jednak to nie takie proste. Ojciec pewnie by się wściekł, że powstrzymałam brata przed zamordowaniem swojej siostry. Nie no, miła rodzinka, nie da się zaprzeczyć.
Amy wyglądała jakby ledwo żyła, co w sumie było bliskie prawdy. Musiałam go powstrzymać, nie tylko ze względu na Amy. Dlatego, ponieważ Mark nie wydawał się być sobą. Nie czułam w sobie tej wściekłości na Amy, co również było podejrzane.

Rzuciłam się na Marka z zaskoczenia. Okazał się być choć trochę cielesny. Przyszpiliłam go do ściany. Wyglądał na nieco zaskoczonego i rozbawionego. Przystawiłam mój miecz do jego szyi.

- Nie zrobisz mi krzywdy - powiedział zadziwiająco pewnym tonem.

- Owszem, zrobię - to powiedziawszy cięłam mieczem. Jednak duch chłopaka się nie rozwiał.

Podzielił się na dwa. Nie chodzi o to, że głowa w jednym miejscu a reszta w drugim. Były dwie postacie. Jedna przypominała Marka a druga dziwną istotę podobną do ludzkiej. Mój brat zniknął a zły duch podszedł do mnie.

- Widzisz? Mnie nie można zabić - jego głos obijał mi się po głowie - Ja jestem tobą. Jestem twoim duchem, uwolniłaś swoją złość i wściekłość. Uwolniłaś mnie - zakończył swój straszny monolog i wniknął we mnie. Dosłownie. Poczułam przerażające zimno. Opanowałam się jednak. Musisz zająć się Amy powiedziałam do siebie.

 Podeszłam do niej na chwiejnych nogach. Wyglądała strasznie, co już pewnie mówiłam. Przeciełam więzy, które trzymały ją przywiązaną do słupa. 

- Wszystko dobrze? - zapytałam ostrożnie.

- Oczywiście, że nie - warknęła, próbując nie okazywać słabości.

Mimo kłótni w mojej głowie na temat tego, że nie powinnam pomagać dziewczynie, wyciągnęłam batonik ambrozji i podałam go Amy. Tak od razu go zjadła nawet nie dziękując. Jest wredna nawet wtedy kiedy jest w stanie krytycznym. Podniosła głowę. W jej oczach widziałam determinację i nagły błysk. Nie wiedziałam co on oznacza. 
Pomogłam jej wstać na nogi. Zaczęłam się kierować w stronę wyjścia i nagle przez moją głowę przebiegła straszliwa myśl. Za późno się zorientowałam co błysk w oczach dziewczyny może oznaczać. Odwróciłam się gwałtownie. Zobaczyłam Amy rzucającą we mnie swoim sztyletem. Skąd ona wzięła sztylet? Ale to już nie miało znaczenia. 
Ostatnie co zobaczyłam to broń wbijającą się w moje serce i szyderczy uśmiech Amy.


Bu ha ha!!! Zabiłam Sally!!!
Spokojnie to tylko miniaturka.
Mam nadzieję, że się spodobała ;) 
Przepraszam z błędy jeśli się jakieś pojawiły ^_^

2 komentarze = nowy rozdział 

piątek, 11 grudnia 2015

Pytanie

Mam małe pytanko. Kasiali poprosiła mnie o napisanie "krwawej miniaturki" o Amy. Chce, żebym napisała o torturowaniu Amy. Nie przypadło mi to do gustu ale Kasiali prosi ;) Co wy o tym sądzicie?
Chcecie taką miniaturkę? Piszcie w komentarzach.
Pamiętajcie o przeczytaniu VII rozdziału (rozdział niżej) !

Pozdrawiam
Gusiofredka

poniedziałek, 7 grudnia 2015

Rozdział VII – Kolejna przepowiednia – szczęście czy pech?

Zbliżał się świt. Zlazłam z mojego drzewa na ziemię i ruszyłam w stronę jadalni. Tak, cały czas miałam drzewo. Nie zamierzałam i nie zamierzam go nikomu oddać. Nie no, jak to dziwnie brzmi! Mówię o drzewie jak o jakimś.... Dobra kończymy temat drzewa. No więc skierowałam się w stronę obozowej ‘‘stołówki‘‘. Kiedy tam dotarłam całe miejsce wprost szumiało. Zwykle jest tu głośno ale wtedy naprawdę było głośno. Podsłuchałam kilka rozmów mijając innych herosów. Urywki zdań brzmiały albo niepokojąco albo obiecująco. A może i jedno i drugie. Gdzieniegdzie słyszałam: - Widziałeś ten zielony dym. Albo – Przepowiednia? Tak sądzisz? Dla mnie te wieści oznaczały… nic. Żadna przepowiednia jaką dotychczas wygłosiła Wyrocznia nie dotyczyła mnie. Co za los. Fata się na mnie uwzięły.

Ale jednak, poczułam nadzieję. Zawszę ją czuję kiedy nadaje się okazja opuszczenia obozu, nawet nikła ale jednak. Nie nienawidzę tego odczucia. Kiedy spotkam Elpis to uduszę ją gołymi rękami za to, że za każdym razem czuję nadzieję. To uczucie, które odczuwam najmocniej. Od razu w mojej głowie kiełkują pomysły jak stąd uciec. Wiem, obóz to mój dom ale to nie to samo. W nim czuję się jak zwierzyna uwięziona w klatce. Nigdy nie widziałam innych ludzi, miasta. Na samą myśl o tym zrobiłam się jeszcze bardziej smutna. Ehh… dlaczego życie musi być takie nie sprawiedliwe.
Siadłam przy moim stoliku. Bogom dzięki, że Amy nie było, bo ostatnią rzeczą na jaką miałam ochotę to spotkanie tej dziewczyny. Jednak moje myśli non stop biegły innym torem. Szybko pomyślałam o kanapce z konfiturom razy dwa. Od paru dni robiłam ojcowi na złość i codziennie  wrzucałam do ogniska kromkę z dżemem. Na obiad też, ja jem mięso ale Hadesowi daję kanapkę z dżemem. Mam nadzieję, że dostanie kromko-fobii. W końcu musi się mu to znudzić. Podeszłam do ogniska i wrzuciłam ofiarę dla Hadesa. Przy okazji powiedziałam w myślach, mając nadzieję (znowu ona!), że mnie usłyszy: Karz Amy spadać do podziemia, a jeszcze lepiej do Tartaru. Oddaliłam się od ogniska myśląc o tym co by się stało gdyby moja prośba została wysłuchana. Siadłam ponownie przy stoliku i zaczęłam powoli przeżuwać kanapkę. Te niesamowicie ekscytujące zajęcie przerwał mi Chejron, który właśnie przyszedł. Wszyscy zwrócili na niego swój wzrok. Twarz centaura wyrażała głęboki niepokój. Chejron się niepokoi? Nieźle, ta przepowiednia musi być chyba straszna. Co najdziwniejsze, jego wzrok spoczął na stoliku Apolla i na mnie. 


Moje myśli oszalały. Nadzieja… Czułam tyle nadziei w sercu. Więc może jest szansa! Może mnie dotyczy przepowiednia! Wiem, to tylko plotki ale co tam, zwykle i tak okazują się być prawdziwe. Pławiłam się w szczęściu, a raczej nadziei, bo szczęścia to ja niestety nie odczuwam. Nagle do jadalni weszła Amy idąca ramię w ramię ze swoją najnowszą, najlepszą przyjaciółkom Daisy. Oczy Chejrona skierowały się w stronę Amy. Co?! Ona też!? Albo inaczej, a może to ona a nie ja? Nie, to muszę być ja, nikt inny. Nie zamierzam jechać na jakąś misję z dwoma palantami, plączącymi się pod nogami. 


--------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

 
W sumie do wczoraj życie było całkiem znośne. No, może oprócz tego, że przez około 12 lat nie byłam uznawana i nie spotkałam Amy. Ale najgorsze jest to, że mój ukochany ojciec jakimś cudem odebrał mi moce. Wciąż potrafię się przenosić cieniem ale wzywać zmarłych już nie. Rozmawiać z nimi owszem ale sprawić by jakiś się pojawił to od czasu walki (czyli jeden dzień) z Amy to dla mnie niemożliwe. A ludzie mówią, że wszystko jest możliwe… Nie pytajcie się skąd wiem, że inni tak mówią skoro z nikim nie rozmawiam. Racja nie lubię z kimkolwiek gadać ale podsłuchuję. O, teraz powiecie tak , no przecież to nie ładnie, mogą cię przyłapać lub inaczej. A czy wy kiedykolwiek podsłuchiwaliście i szpiegowaliście? No oczywiście, że tak! Ja opanowałam sztukę ukrywania się do perfekcji więc nie ma możliwości by ktoś mnie złapał. Zawsze lubiłam kryć się w cieniu. Tam nikt mnie nie widział, nie zaczepiał. Miałam tam zwykle święty spokój, mogłam rozmyślać, podglądać, podsłuchiwać i szpiegować. Od innych nauczyłam się zwrotów używanych w tak zwanym przeze mnie normalnym świecie. Ja znam tylko ten „świat”. Czyli świat mieczy, walki, bogów i potworów. Jedyną elektroniczną rzeczą jaką ja widziałam to telefon! No powiedzcie czy to jest normalne!? No, dla was tak. Natomiast, rzeczy dziejące się wokół mnie to dla normalnych ludzi ekscytująca przygoda. Podsłuchałam kiedyś pewną rozmowę dwóch starszych ode mnie herosów. Jeden z nich się skarżył, że ludzie są głupcami chcąc być kimś niezwykłym, kimś takim jak ja lub ty. Że nie mają pojęcia o konsekwencjach jakie ciągną za sobą te „niezwykłości”. A ja wam powiem tak: fajnie jest być herosem! Możesz walczyć z potworami, robić sobie bardzo dużo rzeczy, których rozdziace wam zakazują! Wiem, mi się łatwo mówi, mnie nigdy nie wychowywali rodzice. Wiecie, jeśli ma się za opiekuna Chejrona to możecie robić dużo rzeczy, Biegać po lesie, wspinać się na drzewa, nawet bawić się ostrymi przedmiotami! Chodzi mi oczywiście o sztylet lub miecz. Pierwszy zobaczyłam gdy miałam 4 lata. Ale dobra, koniec z tymi opowieściami, za bardzo się rozgadałam.
Chejron wszedł na szczyt podwyższenia, na którym stały stoły i krzyknął:

- Herosi! Mam coś do ogłoszenia!

Ocho! Zaczyna się. Wreszcie się dowiem kto jedzie na misję! Nie byłam pewna co tak właściwie chciałam usłyszeć.

- Wyrocznia wypowiedziała wczoraj przepowiednie. Spokojnie, nie jest to Wielka Przepowiednia. Jednak nie jest ani trochę mniej ważna! A brzmi tak:

Dziecko poezji i muzyki
Razem z córkami Śmierci
Odebrać znak ojca swego
W podziemiach ukrytego


Po mnie. Gdy tylko to usłyszałam zastanawiałam się czy cieszyć się czy płakać. 

------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------- 


W ciągu 2 sekund mój mózg rozpoczął szczegółową analizę sytuacji. Dziecko poezji i muzyki – na pewno chodzi o dziecko Apolla. Poezja i muzyka to w końcu jego działka. Jest niedobrze, bardzo niedobrze. 
 
Dla waszej wiadomości poinformuję was, że dzieci Apolla nienawidzę jeszcze bardziej niż innych mieszkańców Obozu. Są strasznie wkurzający. Zaczęłam ich nie lubić od małego. Moim zdaniem są o niebo za bardzo opiekuńczy. Kiedy byłam mała to gdy tylko coś mi się stało od raz podbiegali i pytali się czy wszystko dobrze. Robili tak tylko do pewnego czasu bo dałam im popalić. Od tego czasu oni chyba też nie za bardzo mnie lubią. Dla żartów, czasami ci najodważniejsi podbiegają do mnie i pytają czy nie potrzebuję pomocy. Po tym nie próbują tego zrobić jeszcze raz.

Kolejny wers. Jeszcze gorzej. Razem z córkami Śmierci. W Obozie znajdują się tylko dwie córki Śmierci czyli Hadesa – Amy i ja. Ja nigdzie nie zamierzam jechać z Amy. Będzie się rządzić i robić inne super złe i wkurzające rzeczy. Na ten temat nie zamierzam się rozpisywać bo znacie moje zdanie. Ale i tak jeszcze raz powtórzę: NIENAWIDZĘ AMY!

Odebrać znak ojca swego – chodzi o lirę, na pewno.

W podziemiach ukrytego – nie zamierzam, po raz kolejny to powtarzam, schodzić do Hadesu razem z tym kurduplem od Apolla i z Amy!!! Dlaczego akurat tam?! Kto był na tyle głupi by złazić do Hadesu, z lirą boga muzyki? Na pewno nie jakiś bóg. To niemożliwa, przecież bogowie nie mogą sobie nawzajem kraść rzeczy. Tak więc pozostaje nam heros lub… tytan. Masz ci los. Tak, to pewnie będzie tytan. Inaczej nie byłoby zabawy. Dobrze, oto moje przemyślenia. A teraz czas na to by dowiedzieć co o tym sądzi Chejron.


---------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------


 Tak więc, jak pewnie się już domyślacie na misję pojadą dwie córki Hadesa i dziecko Apolla. Dziewczyny i  ochotników do wzięcia udziału w misji poproszę do Wielkiego Domu.
Na nieszczęście Chejrona cały domek Apolla wstał i skierował się w stronę budynku. Rozległy się szepty. No a kto by nie chciał pomóc swojemu ojcu w potrzebie. Ja. Nigdy, ale to nigdy bym mu nie pomogła. Za to wszystko co on zrobił nie należy mu się ani trochę szacunku lub pomocy.

 Kiedy już doszłam do Wielkiego Domu wszyscy już tam byli. Stanęłam cicho w koncie, ponieważ nie było już miejsca do siedzenia. Zatopiłam się w cień i zaczęłam obserwować. Amy rozmawiała Tomasem, a inni ze sobą. Tylko ja siedziałam sama. Nie przeszkadzało mi to. Nagle do środka wszedł Chejron. Wyglądał na zmartwionego. No, ja też bym taka była gdybym miała wysłać trójkę swoich podopiecznych do Hadesu. Zamknął za sobą drzwi, przeszedł przez pokój i siadł na swoim magicznym wózku. Jak zawsze, końskie nogi zniknęły i pojawiły się ludzkie. Nigdy nie zrozumiem jak to działa. Wszyscy rozmawiający ucichli a Chejron zaczął mówić.

- Widzę, że przy wyborze trzeciego członka misji będzie duży problem – no, bardzo jest spostrzegawczy – osobiście jestem za Olivierem. Moim zdaniem jest najodpowiedniejszy do tej misji.
 
No, oczywiście musiał wybrać najgorszego, najokropniejszego idiotę. Bo czemu nie? Jest przecież grupowym domku. To było oczywiste, że Chejron go wybierze. A wiadomo było, że jeśli centaur delikatnie poinformował, że reszta ma się wynosić bo ostatnią osobę już wybrano. Wszyscy wstali, pożegnali się. Została tylko nasza trójka i centaur. 

- Tak więc, misję poprowadzi Olivier. W końcu to do jego ojca odnosi się przepowiednia. Wszyscy pojedziecie do Hadesu i odnajdziecie złodzieja a potem zwrócicie skradziony przedmiot . przypuszczam, że chodzi o lirę – powiedział Chejron. Nagle zaczął się rozglądać.

- Gdzie jest Sally? 

Nie no, nawet nie zauważyłam, że praktycznie cała zamieniłam się w cień. To jest jedyny plus nie przyzywania zmarłych – jedną moc straciłam ale druga znacznie wzrosła. Wyszłam z cienia. Wszyscy się zdziwili. No cóż, a wy na widok człowieka wychodzącego z cienia nie przestraszylibyście się?

- Dobrze, tak więc powracając do sprawy. Sally z Amy będą prowadzić po Hadesie bo sądzę, że najlepiej sobie z tym poradzą. Postarajcie się raczej unikać spotkania Hadesa. Lepiej, żeby nie wiedział, że na jego terytorium znajduje się rzecz innego boga. 
Wyruszycie o świcie. Przygotujcie się – powiedziawszy to wyszedł.

Dziwnie krótka narada, ale co poradzić, ja nie narzekam. Przy okazji opiszę wam Amy i Olivera. Moja „siostra” ma długie czarne włosy, brązowe oczy. Jest dość wysoka jak na piętnaście lat. W przeciwieństwie do mnie nie ma bladej cery. Olivier natomiast, ma krótkie blond włosy, niebieskie oczy i również jest wysoki i też ma piętnaście lat. Jak na ironię losu jadę ze starszymi i wyższymi ode mnie. 

Nie wiem, czy mam się cieszyć z tej misji. Moje marzenie się spełniło. Pojadę na misję. Ale czy na pewno to czego chcę? A może to tylko pretekst by zwabić mnie to Hadesu?



Proszę, oto kolejny rozdział ;) mam nadzieję, że się podobał. przepraszam za błędy.


 3 komentarze = nowy rozdział

środa, 25 listopada 2015

Rozdział VI - Moja przepowiednia się sprawdza

PRZEPRASZAM WSZYSTKICH! PRZEPRASZAM KASIALI!!!
Ten rozdział dedykuję Kasiali. Poprawię się obiecuję!



Powiem wam tak.

Jest wiele rodzajów osób. Są osoby życzliwe, miłe, wredne. Są też osoby aroganckie. Amy nie należy do żadnej z tych kategorii. Jej rodzaju nie da się określić. Ja bym powiedziała tak: najokropniejsza, najgorsza, najbardziej rządząca się osoba na świecie. Przebija nawet niektórych bogów. Co do jej „mowy” jestem na 99% pewna dorównuje Afrodycie. Natomiast to co ostatnio zrobiła BARDZO mnie zaskoczyło. No dobra, trochę przesadzam. Mogłam się tego spodziewać . Chodzi o moją mini przepowiednie. Będę wam długo opowiadać co było przed głównym zdarzeniem więc uwaga, nie zanudźcie się na śmierć bo opowiadać nie zbyt umiem.
 

Wstałam z samego rana. Było to dzień po akcji z zamianą pokoi. Ta noc była okropna. Ten pokój jest 
tak duszny! Już nawet w jaskini jest więcej wilgoci i przewiewu. Ale nie martwcie się, że byłam niewyspana. Przywykłam spać tylko 4-5 godzin. A czasem nawet mniej. No i po co ja wam to mówię. Przecież i tak, nikt się o mnie nie martwi. Nawet mój własny ojciec. W sumie to całkiem normalne, że boscy rodzice się o swoje dzieci nie martwią. Porzućmy więc tę kwestię. Kiedy wreszcie zwlekłam się z łóżka powędrowałam do łazienki, oporządziłam się i wyszłam z domku mając zamiar udania się na śniadanie. Dziwne było to, że w domku nie zastałam Amy. No cóż, dopiero ją poznaję. Tak więc, zjadłam śniadanie (tosty z miodem i herbata), wstałam natychmiast od stołu, nie miałam bowiem ochoty rozmawiać z Chejronem. Byłam na niego obrażona. Jak on mi mógł to zrobić!!! Doskonale zna moje zwyczaje, i ta decyzja z pewnością mnie niczego nie nauczy. Miałam zamiar mu o tym powiedzieć, ale jak zauważyliście nie miałam na to szczególnej ochoty.
Teraz czytajcie uważnie. Przechodzimy do część dramatycznej. Dla tych co szczególnie nie lubią Amy, zalecam natychmiastowe przerwanie czytania. Przez to znienawidzicie do tego (o ile już ich nie lubicie) dodatkowo kilka osób.

Skierowałam się w stronę lasu. Chciałam się udać w moje ulubione miejsce. Dla zapominalskich:  był to najciemniejszy zakątek lasu. Miałam tam moje drzewo. Wygodnie się na nim siedziało i spało. W szczególności to drugie. Tam właśnie spędzałam noce. Powróćmy do tematu. Kiedy tam już doszłam, oczywiście zrobiłam to co każdy by zrobił na moim miejscu. Wspięłam się na nie i wygodnie rozsiadłam. Kiedy tak rozkoszowałam się ciszą i spokojem, przerwał mi czyjś natrętny i przesłodzony głos. Jak się pewnie już domyślacie, była to Amy. Co ona do Hadesa tutaj robi!? Jeszcze czego! To moje miejsce. Nie no, zaczynam krzyczeć do siebie. Naprawdę zaczyna się ze mną dziać nie dobrze.

- Co ty tutaj robisz?! – krzyknęła Amy. To samo mogłabym ja powiedzieć. Co za ironia losu.

- Siedzę i rozmyślam. A raczej to robiłam do póki mi nie przerwano! – ostatnie zdanie wręcz wykrzyczałam. Zeszłam też z drzewa.


- Natychmiast się z tond wynoś! To moje miejsce!

Zaniemówiłam. A więc o to chodzi. No dobrze, chcesz kłótni to będziesz ją miała. Będziesz miała nawet więcej. Walkę, której nie wygrasz.

- Ach tak!? Ja tu byłam pierwsza mądralo! To miejsce zaklepałam kiedy miałam 5 lat. Trochę się spóźniłaś! – wiem trochę niezbyt mądry tekst, ale jej najwyraźniej to wystarczyło.
 Wyciągnęła piękny szaro – czarny miecz. Na rękojeści widać było czaszkę. A więc prezent od tatusia. Cóż, może na coś się zda. Wokół niej pojawiły się szkielety. Szczęka mi opadła. Jak on mogła się tego tak szybko nauczyć!? Ale ona chyba nie jest świadoma tego, że ja też mam władzę nad umarłymi. Zaatakowałam wyciągając tym samym czarny miecz – podarunek ojca. Dostałam go w ten sam dzień, w którym  mnie uznał.

Ruszyłam na szkielety lecz siłą woli skłoniłam je do poddania. Jednak nie cofnęły się. Z tego co wiedziałam zmarli wybierają osobę o silniejszej woli i tej służą. A to niemożliwe by Amy była ode mnie lepsza! Walka trwała i po raz pierwszy poczułam, że być może toczę przegraną walkę. Podobnie jak pierwszego dnia, gdy poznałam Amy, szkieletu unieruchomiły mnie lecz tym razem moja kochana siostrzyczka zdzieliła mnie płazem miecza. Oczywiście, szamotałam się i wyrywałam ale to na nic. Powtórzyło to się kilka razy a potem trupy zniknęły. Leżałam na ziemi wyczerpana. Pierwsza porażka, pierwsza w całym moim życiu. Powiecie pewnie, należało ci się to! Nauczysz się wreszcie być ostatnia, nauczysz się przegrywania. Rozumiem to. A co do Amy - stała nade mną i uśmiechała się drwiąco. Z pomiędzy drzew wyszła Daisy. Ojojoj, przepowiednia. I ta uśmiecha się podle. Amy odwraca się i mówi:

- Widzisz. Nie było tak źle. Wygrałam ten zakład – co?! Jaki zakład?!

- No, przecież widzę. Dobrze, jednak jesteś warta mojej przyjaźni – uśmiecha się jeszcze szerzej Daisy i podaje Amy ręce. 

I tak wracamy do mojej aktualnej pozycji. 
Leżę na ziemi gapię się na te dwie wredne dziewczyny. No i jak ja mam żyć?! Ojciec uważa mnie za gorszą, odebrał jakimś cudem moją moc i do tego zwiększył siłę Amy. Dzięki temu wygrała ten swój zakład. Chejron mianował siostrzyczkę grupową. Wszyscy się ode mnie odwrócili. No w sumie zawsze tak było. Nikt się mną nie przejmował. Zawszę sama o siebie dbałam. Coś się ze mną dzieje. Nawet nie pomyślałam o Monsterze. Przecież mógł mi pomóc. Nigdy się o siebie nie martwię. Jeśli zginę to z pewnością nikt nie będzie się mną przejmował, nikt nawet nie uroni łzy. To wszystko pogarsza Amy. Doprowadzi mnie do szału! Muszę wziąć się za siebie. 
Dwie nowe przyjaciółki odwróciły się i pomaszerowały w stronę domków.


Ten dzień uważam za jeden z najgorszych w moim życiu!

Trochę krótki >_< przepraszam!!!

2 komentarze = nowy rozdział