poniedziałek, 7 grudnia 2015

Rozdział VII – Kolejna przepowiednia – szczęście czy pech?

Zbliżał się świt. Zlazłam z mojego drzewa na ziemię i ruszyłam w stronę jadalni. Tak, cały czas miałam drzewo. Nie zamierzałam i nie zamierzam go nikomu oddać. Nie no, jak to dziwnie brzmi! Mówię o drzewie jak o jakimś.... Dobra kończymy temat drzewa. No więc skierowałam się w stronę obozowej ‘‘stołówki‘‘. Kiedy tam dotarłam całe miejsce wprost szumiało. Zwykle jest tu głośno ale wtedy naprawdę było głośno. Podsłuchałam kilka rozmów mijając innych herosów. Urywki zdań brzmiały albo niepokojąco albo obiecująco. A może i jedno i drugie. Gdzieniegdzie słyszałam: - Widziałeś ten zielony dym. Albo – Przepowiednia? Tak sądzisz? Dla mnie te wieści oznaczały… nic. Żadna przepowiednia jaką dotychczas wygłosiła Wyrocznia nie dotyczyła mnie. Co za los. Fata się na mnie uwzięły.

Ale jednak, poczułam nadzieję. Zawszę ją czuję kiedy nadaje się okazja opuszczenia obozu, nawet nikła ale jednak. Nie nienawidzę tego odczucia. Kiedy spotkam Elpis to uduszę ją gołymi rękami za to, że za każdym razem czuję nadzieję. To uczucie, które odczuwam najmocniej. Od razu w mojej głowie kiełkują pomysły jak stąd uciec. Wiem, obóz to mój dom ale to nie to samo. W nim czuję się jak zwierzyna uwięziona w klatce. Nigdy nie widziałam innych ludzi, miasta. Na samą myśl o tym zrobiłam się jeszcze bardziej smutna. Ehh… dlaczego życie musi być takie nie sprawiedliwe.
Siadłam przy moim stoliku. Bogom dzięki, że Amy nie było, bo ostatnią rzeczą na jaką miałam ochotę to spotkanie tej dziewczyny. Jednak moje myśli non stop biegły innym torem. Szybko pomyślałam o kanapce z konfiturom razy dwa. Od paru dni robiłam ojcowi na złość i codziennie  wrzucałam do ogniska kromkę z dżemem. Na obiad też, ja jem mięso ale Hadesowi daję kanapkę z dżemem. Mam nadzieję, że dostanie kromko-fobii. W końcu musi się mu to znudzić. Podeszłam do ogniska i wrzuciłam ofiarę dla Hadesa. Przy okazji powiedziałam w myślach, mając nadzieję (znowu ona!), że mnie usłyszy: Karz Amy spadać do podziemia, a jeszcze lepiej do Tartaru. Oddaliłam się od ogniska myśląc o tym co by się stało gdyby moja prośba została wysłuchana. Siadłam ponownie przy stoliku i zaczęłam powoli przeżuwać kanapkę. Te niesamowicie ekscytujące zajęcie przerwał mi Chejron, który właśnie przyszedł. Wszyscy zwrócili na niego swój wzrok. Twarz centaura wyrażała głęboki niepokój. Chejron się niepokoi? Nieźle, ta przepowiednia musi być chyba straszna. Co najdziwniejsze, jego wzrok spoczął na stoliku Apolla i na mnie. 


Moje myśli oszalały. Nadzieja… Czułam tyle nadziei w sercu. Więc może jest szansa! Może mnie dotyczy przepowiednia! Wiem, to tylko plotki ale co tam, zwykle i tak okazują się być prawdziwe. Pławiłam się w szczęściu, a raczej nadziei, bo szczęścia to ja niestety nie odczuwam. Nagle do jadalni weszła Amy idąca ramię w ramię ze swoją najnowszą, najlepszą przyjaciółkom Daisy. Oczy Chejrona skierowały się w stronę Amy. Co?! Ona też!? Albo inaczej, a może to ona a nie ja? Nie, to muszę być ja, nikt inny. Nie zamierzam jechać na jakąś misję z dwoma palantami, plączącymi się pod nogami. 


--------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

 
W sumie do wczoraj życie było całkiem znośne. No, może oprócz tego, że przez około 12 lat nie byłam uznawana i nie spotkałam Amy. Ale najgorsze jest to, że mój ukochany ojciec jakimś cudem odebrał mi moce. Wciąż potrafię się przenosić cieniem ale wzywać zmarłych już nie. Rozmawiać z nimi owszem ale sprawić by jakiś się pojawił to od czasu walki (czyli jeden dzień) z Amy to dla mnie niemożliwe. A ludzie mówią, że wszystko jest możliwe… Nie pytajcie się skąd wiem, że inni tak mówią skoro z nikim nie rozmawiam. Racja nie lubię z kimkolwiek gadać ale podsłuchuję. O, teraz powiecie tak , no przecież to nie ładnie, mogą cię przyłapać lub inaczej. A czy wy kiedykolwiek podsłuchiwaliście i szpiegowaliście? No oczywiście, że tak! Ja opanowałam sztukę ukrywania się do perfekcji więc nie ma możliwości by ktoś mnie złapał. Zawsze lubiłam kryć się w cieniu. Tam nikt mnie nie widział, nie zaczepiał. Miałam tam zwykle święty spokój, mogłam rozmyślać, podglądać, podsłuchiwać i szpiegować. Od innych nauczyłam się zwrotów używanych w tak zwanym przeze mnie normalnym świecie. Ja znam tylko ten „świat”. Czyli świat mieczy, walki, bogów i potworów. Jedyną elektroniczną rzeczą jaką ja widziałam to telefon! No powiedzcie czy to jest normalne!? No, dla was tak. Natomiast, rzeczy dziejące się wokół mnie to dla normalnych ludzi ekscytująca przygoda. Podsłuchałam kiedyś pewną rozmowę dwóch starszych ode mnie herosów. Jeden z nich się skarżył, że ludzie są głupcami chcąc być kimś niezwykłym, kimś takim jak ja lub ty. Że nie mają pojęcia o konsekwencjach jakie ciągną za sobą te „niezwykłości”. A ja wam powiem tak: fajnie jest być herosem! Możesz walczyć z potworami, robić sobie bardzo dużo rzeczy, których rozdziace wam zakazują! Wiem, mi się łatwo mówi, mnie nigdy nie wychowywali rodzice. Wiecie, jeśli ma się za opiekuna Chejrona to możecie robić dużo rzeczy, Biegać po lesie, wspinać się na drzewa, nawet bawić się ostrymi przedmiotami! Chodzi mi oczywiście o sztylet lub miecz. Pierwszy zobaczyłam gdy miałam 4 lata. Ale dobra, koniec z tymi opowieściami, za bardzo się rozgadałam.
Chejron wszedł na szczyt podwyższenia, na którym stały stoły i krzyknął:

- Herosi! Mam coś do ogłoszenia!

Ocho! Zaczyna się. Wreszcie się dowiem kto jedzie na misję! Nie byłam pewna co tak właściwie chciałam usłyszeć.

- Wyrocznia wypowiedziała wczoraj przepowiednie. Spokojnie, nie jest to Wielka Przepowiednia. Jednak nie jest ani trochę mniej ważna! A brzmi tak:

Dziecko poezji i muzyki
Razem z córkami Śmierci
Odebrać znak ojca swego
W podziemiach ukrytego


Po mnie. Gdy tylko to usłyszałam zastanawiałam się czy cieszyć się czy płakać. 

------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------- 


W ciągu 2 sekund mój mózg rozpoczął szczegółową analizę sytuacji. Dziecko poezji i muzyki – na pewno chodzi o dziecko Apolla. Poezja i muzyka to w końcu jego działka. Jest niedobrze, bardzo niedobrze. 
 
Dla waszej wiadomości poinformuję was, że dzieci Apolla nienawidzę jeszcze bardziej niż innych mieszkańców Obozu. Są strasznie wkurzający. Zaczęłam ich nie lubić od małego. Moim zdaniem są o niebo za bardzo opiekuńczy. Kiedy byłam mała to gdy tylko coś mi się stało od raz podbiegali i pytali się czy wszystko dobrze. Robili tak tylko do pewnego czasu bo dałam im popalić. Od tego czasu oni chyba też nie za bardzo mnie lubią. Dla żartów, czasami ci najodważniejsi podbiegają do mnie i pytają czy nie potrzebuję pomocy. Po tym nie próbują tego zrobić jeszcze raz.

Kolejny wers. Jeszcze gorzej. Razem z córkami Śmierci. W Obozie znajdują się tylko dwie córki Śmierci czyli Hadesa – Amy i ja. Ja nigdzie nie zamierzam jechać z Amy. Będzie się rządzić i robić inne super złe i wkurzające rzeczy. Na ten temat nie zamierzam się rozpisywać bo znacie moje zdanie. Ale i tak jeszcze raz powtórzę: NIENAWIDZĘ AMY!

Odebrać znak ojca swego – chodzi o lirę, na pewno.

W podziemiach ukrytego – nie zamierzam, po raz kolejny to powtarzam, schodzić do Hadesu razem z tym kurduplem od Apolla i z Amy!!! Dlaczego akurat tam?! Kto był na tyle głupi by złazić do Hadesu, z lirą boga muzyki? Na pewno nie jakiś bóg. To niemożliwa, przecież bogowie nie mogą sobie nawzajem kraść rzeczy. Tak więc pozostaje nam heros lub… tytan. Masz ci los. Tak, to pewnie będzie tytan. Inaczej nie byłoby zabawy. Dobrze, oto moje przemyślenia. A teraz czas na to by dowiedzieć co o tym sądzi Chejron.


---------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------


 Tak więc, jak pewnie się już domyślacie na misję pojadą dwie córki Hadesa i dziecko Apolla. Dziewczyny i  ochotników do wzięcia udziału w misji poproszę do Wielkiego Domu.
Na nieszczęście Chejrona cały domek Apolla wstał i skierował się w stronę budynku. Rozległy się szepty. No a kto by nie chciał pomóc swojemu ojcu w potrzebie. Ja. Nigdy, ale to nigdy bym mu nie pomogła. Za to wszystko co on zrobił nie należy mu się ani trochę szacunku lub pomocy.

 Kiedy już doszłam do Wielkiego Domu wszyscy już tam byli. Stanęłam cicho w koncie, ponieważ nie było już miejsca do siedzenia. Zatopiłam się w cień i zaczęłam obserwować. Amy rozmawiała Tomasem, a inni ze sobą. Tylko ja siedziałam sama. Nie przeszkadzało mi to. Nagle do środka wszedł Chejron. Wyglądał na zmartwionego. No, ja też bym taka była gdybym miała wysłać trójkę swoich podopiecznych do Hadesu. Zamknął za sobą drzwi, przeszedł przez pokój i siadł na swoim magicznym wózku. Jak zawsze, końskie nogi zniknęły i pojawiły się ludzkie. Nigdy nie zrozumiem jak to działa. Wszyscy rozmawiający ucichli a Chejron zaczął mówić.

- Widzę, że przy wyborze trzeciego członka misji będzie duży problem – no, bardzo jest spostrzegawczy – osobiście jestem za Olivierem. Moim zdaniem jest najodpowiedniejszy do tej misji.
 
No, oczywiście musiał wybrać najgorszego, najokropniejszego idiotę. Bo czemu nie? Jest przecież grupowym domku. To było oczywiste, że Chejron go wybierze. A wiadomo było, że jeśli centaur delikatnie poinformował, że reszta ma się wynosić bo ostatnią osobę już wybrano. Wszyscy wstali, pożegnali się. Została tylko nasza trójka i centaur. 

- Tak więc, misję poprowadzi Olivier. W końcu to do jego ojca odnosi się przepowiednia. Wszyscy pojedziecie do Hadesu i odnajdziecie złodzieja a potem zwrócicie skradziony przedmiot . przypuszczam, że chodzi o lirę – powiedział Chejron. Nagle zaczął się rozglądać.

- Gdzie jest Sally? 

Nie no, nawet nie zauważyłam, że praktycznie cała zamieniłam się w cień. To jest jedyny plus nie przyzywania zmarłych – jedną moc straciłam ale druga znacznie wzrosła. Wyszłam z cienia. Wszyscy się zdziwili. No cóż, a wy na widok człowieka wychodzącego z cienia nie przestraszylibyście się?

- Dobrze, tak więc powracając do sprawy. Sally z Amy będą prowadzić po Hadesie bo sądzę, że najlepiej sobie z tym poradzą. Postarajcie się raczej unikać spotkania Hadesa. Lepiej, żeby nie wiedział, że na jego terytorium znajduje się rzecz innego boga. 
Wyruszycie o świcie. Przygotujcie się – powiedziawszy to wyszedł.

Dziwnie krótka narada, ale co poradzić, ja nie narzekam. Przy okazji opiszę wam Amy i Olivera. Moja „siostra” ma długie czarne włosy, brązowe oczy. Jest dość wysoka jak na piętnaście lat. W przeciwieństwie do mnie nie ma bladej cery. Olivier natomiast, ma krótkie blond włosy, niebieskie oczy i również jest wysoki i też ma piętnaście lat. Jak na ironię losu jadę ze starszymi i wyższymi ode mnie. 

Nie wiem, czy mam się cieszyć z tej misji. Moje marzenie się spełniło. Pojadę na misję. Ale czy na pewno to czego chcę? A może to tylko pretekst by zwabić mnie to Hadesu?



Proszę, oto kolejny rozdział ;) mam nadzieję, że się podobał. przepraszam za błędy.


 3 komentarze = nowy rozdział

3 komentarze:

  1. SUPER!!!!!!
    "Karz Amy spadać do podziemia, a jeszcze lepiej do Tartaru."
    ZRÓB TO BŁAGAM CIĘ NA KOLANACH. CZEKAM!!!
    Kasiali

    OdpowiedzUsuń
  2. Heeej! :D
    O boszu, ty geniuszu!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!1
    Tylko to "marmoladom" mnie rozwaliło xd
    Uśmierć Amy!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!1 Błagam!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! Zrób to! Wrzuć ją do Tartaru ;c
    A może nie chodzi o lirę? Tylko o jakiś znak Hadesa, hę?
    Czekam na nexta :*
    Zapraszam do mnie na nowy rozdział:
    http://o-obozie-herosow.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  3. Super rozdział! Nie mogę doczekać się kolejnego rozdziału :)

    OdpowiedzUsuń