Ten rozdział dedykuję Kasiali. Poprawię się obiecuję!
Powiem wam tak.
Jest wiele rodzajów osób. Są osoby życzliwe, miłe, wredne.
Są też osoby aroganckie. Amy nie należy do żadnej z tych kategorii. Jej rodzaju
nie da się określić. Ja bym powiedziała tak: najokropniejsza, najgorsza, najbardziej
rządząca się osoba na świecie. Przebija nawet niektórych bogów. Co do jej „mowy”
jestem na 99% pewna dorównuje Afrodycie. Natomiast to co ostatnio zrobiła
BARDZO mnie zaskoczyło. No dobra, trochę przesadzam. Mogłam się tego spodziewać
. Chodzi o moją mini przepowiednie. Będę wam długo opowiadać co było przed
głównym zdarzeniem więc uwaga, nie zanudźcie się na śmierć bo opowiadać nie
zbyt umiem.
Wstałam z
samego rana. Było to dzień po akcji z zamianą pokoi. Ta noc była okropna. Ten
pokój jest
tak duszny! Już nawet w jaskini jest więcej wilgoci i przewiewu. Ale
nie martwcie się, że byłam niewyspana. Przywykłam spać tylko 4-5 godzin. A
czasem nawet mniej. No i po co ja wam to mówię. Przecież i tak, nikt się o mnie
nie martwi. Nawet mój własny ojciec. W sumie to całkiem normalne, że boscy
rodzice się o swoje dzieci nie martwią. Porzućmy więc tę kwestię. Kiedy wreszcie
zwlekłam się z łóżka powędrowałam do łazienki, oporządziłam się i wyszłam z
domku mając zamiar udania się na śniadanie. Dziwne było to, że w domku nie
zastałam Amy. No cóż, dopiero ją poznaję. Tak więc, zjadłam śniadanie (tosty z
miodem i herbata), wstałam natychmiast od stołu, nie miałam bowiem ochoty
rozmawiać z Chejronem. Byłam na niego obrażona. Jak on mi mógł to zrobić!!!
Doskonale zna moje zwyczaje, i ta decyzja z pewnością mnie niczego nie nauczy.
Miałam zamiar mu o tym powiedzieć, ale jak zauważyliście nie miałam na to
szczególnej ochoty.
Teraz czytajcie
uważnie. Przechodzimy do część dramatycznej. Dla tych co szczególnie nie lubią
Amy, zalecam natychmiastowe przerwanie czytania. Przez to znienawidzicie do
tego (o ile już ich nie lubicie) dodatkowo kilka osób.
Skierowałam
się w stronę lasu. Chciałam się udać w moje ulubione miejsce. Dla
zapominalskich: był to najciemniejszy
zakątek lasu. Miałam tam moje drzewo. Wygodnie się na nim siedziało i spało. W szczególności
to drugie. Tam właśnie spędzałam noce. Powróćmy do tematu. Kiedy tam już
doszłam, oczywiście zrobiłam to co każdy by zrobił na moim miejscu. Wspięłam się
na nie i wygodnie rozsiadłam. Kiedy tak rozkoszowałam się ciszą i spokojem, przerwał
mi czyjś natrętny i przesłodzony głos. Jak się pewnie już domyślacie, była to
Amy. Co ona do Hadesa tutaj robi!? Jeszcze czego! To moje miejsce. Nie no,
zaczynam krzyczeć do siebie. Naprawdę zaczyna się ze mną dziać nie dobrze.
- Co ty
tutaj robisz?! – krzyknęła Amy. To samo mogłabym ja powiedzieć. Co za ironia
losu.
- Siedzę i
rozmyślam. A raczej to robiłam do póki mi nie przerwano! – ostatnie zdanie
wręcz wykrzyczałam. Zeszłam też z drzewa.
-
Natychmiast się z tond wynoś! To moje miejsce!
Zaniemówiłam.
A więc o to chodzi. No dobrze, chcesz kłótni to będziesz ją miała. Będziesz
miała nawet więcej. Walkę, której nie wygrasz.
- Ach tak!?
Ja tu byłam pierwsza mądralo! To miejsce zaklepałam kiedy miałam 5 lat. Trochę
się spóźniłaś! – wiem trochę niezbyt mądry tekst, ale jej najwyraźniej to
wystarczyło.
Wyciągnęła piękny szaro – czarny miecz. Na rękojeści widać było
czaszkę. A więc prezent od tatusia. Cóż, może na coś się zda. Wokół niej
pojawiły się szkielety. Szczęka mi opadła. Jak on mogła się tego tak szybko
nauczyć!? Ale ona chyba nie jest świadoma tego, że ja też mam władzę nad
umarłymi. Zaatakowałam wyciągając tym samym czarny miecz – podarunek ojca.
Dostałam go w ten sam dzień, w którym
mnie uznał.
Ruszyłam na
szkielety lecz siłą woli skłoniłam je do poddania. Jednak nie cofnęły się. Z
tego co wiedziałam zmarli wybierają osobę o silniejszej woli i tej służą. A to
niemożliwe by Amy była ode mnie lepsza! Walka trwała i po raz pierwszy
poczułam, że być może toczę przegraną walkę. Podobnie jak pierwszego dnia, gdy
poznałam Amy, szkieletu unieruchomiły mnie lecz tym razem moja kochana
siostrzyczka zdzieliła mnie płazem miecza. Oczywiście, szamotałam się i
wyrywałam ale to na nic. Powtórzyło to się kilka razy a potem trupy zniknęły.
Leżałam na ziemi wyczerpana. Pierwsza porażka, pierwsza w całym moim życiu.
Powiecie pewnie, należało ci się to! Nauczysz się wreszcie być ostatnia,
nauczysz się przegrywania. Rozumiem to. A co do Amy - stała nade mną i
uśmiechała się drwiąco. Z pomiędzy drzew wyszła Daisy. Ojojoj, przepowiednia. I
ta uśmiecha się podle. Amy odwraca się i mówi:
- Widzisz. Nie
było tak źle. Wygrałam ten zakład – co?! Jaki zakład?!
- No,
przecież widzę. Dobrze, jednak jesteś warta mojej przyjaźni – uśmiecha się
jeszcze szerzej Daisy i podaje Amy ręce.
I tak wracamy
do mojej aktualnej pozycji.
Leżę na ziemi gapię się na te dwie wredne
dziewczyny. No i jak ja mam żyć?! Ojciec uważa mnie za gorszą, odebrał jakimś
cudem moją moc i do tego zwiększył siłę Amy. Dzięki temu wygrała ten swój
zakład. Chejron mianował siostrzyczkę grupową. Wszyscy się ode mnie odwrócili.
No w sumie zawsze tak było. Nikt się mną nie przejmował. Zawszę sama o siebie
dbałam. Coś się ze mną dzieje. Nawet nie pomyślałam o Monsterze. Przecież mógł
mi pomóc. Nigdy się o siebie nie martwię. Jeśli zginę to z pewnością nikt nie
będzie się mną przejmował, nikt nawet nie uroni łzy. To wszystko pogarsza Amy.
Doprowadzi mnie do szału! Muszę wziąć się za siebie.
Dwie nowe
przyjaciółki odwróciły się i pomaszerowały w stronę domków.
Ten dzień
uważam za jeden z najgorszych w moim życiu!
Trochę krótki >_< przepraszam!!!
2 komentarze = nowy rozdział
Muszę przyznać, że krótki.
OdpowiedzUsuńALE JA SIĘ CIESZĘ, ŻE DODAŁAŚ TEN ROZDZIAŁ.
Dziękuję ci Gusio kochana za dedykację :P
Czekam na następny
Kasiali
Heej :D
OdpowiedzUsuńO bosze...!
Jak ja kocham vzytać to co napiszesz ;-;
To jest takie lekkie, prawdziwe! :D
Jak ja nie znoszę tej Amy xd
No, ale Sally nie może być przecież jej dłużna, co?
No to meybe... kompromitujące zdjęcie, albo Sally dosypie jej czegoś do picia xd
Życze weny i czekam na nexta
Pozdrawiam :*
~Melinoe~
Zapraszam do mnie na nowy rozdział :*
OdpowiedzUsuńhttp://o-obozie-herosow.blogspot.com/
~Melinoe
Świetny rozdział I czekam na next.
OdpowiedzUsuńPozdrawiam
~Nati~
Fajny blog na peqno będę tu zaglądać :)
OdpowiedzUsuńWitaj,
OdpowiedzUsuńŚwietny rozdział. Bardzo mi się podobał wstęp. I w ogóle pisze z poczuciem humoru oraz czasem z dystansem do siebie.Czuję się to. SZkoda, że przegrała, ale jestem pewna, że następnym razem wygra. Może da jej ta przegrana motywację do trenowania, ulepszania swoich zdolności. jakoś nie wierzę, by ojcieć wspierał tylko jedną córkę.
Pozdrawiam Irma.
I zapraszam do siebie na: pisanieff.blog.pl