piątek, 9 października 2015

Rozdział II - Jest zarówno idealnie jaki fatalnie

Przybywam z następnym postem :3

Pytania do LBA w poprzednim poście ;)



Przeniosłam się do trzynastki. Wreszcie mam spokój od tych palantów. Siedzę przy własnym stole podczas posiłków, nikt się do mnie nie zbliża... po prostu cudnie!

Mimo iż teraz mieszkam sama i tak większość czasu spędzam w lesie.

Bawię się tam z Monsterem. Chodzi o tego piekielnego ogara. Tak wiem, nazwałam go potworem. Pasuje do niego.
Kilka razy przeniosłam się cieniem. Fajna zabawa, aczkolwiek rzadko jej używam. Przydaje się w bitwie o sztandar. tylko w tym problem, że mało kto próbuje mi przeszkodzić. Od czasu poprzedniej bitwy.

                                                                           ***


Było to tydzień po uznaniu mnie przez Hadesa. Znowu była bitwa o sztandar. Tym razem, dla odmiany, strzegłam naszego. Patrolowałam polane, na której postawiliśmy sztandar. Po drodze natknęłam się na przeciwników. Było ich pięciu. Dwaj od Hefajstosa i trzej o Aresa. Było ciężko. Zaczęłam się denerwować, ponieważ jeden z nich już pozbył się mojego sojusznika stojącego przy fladze. Nagle zaczęła się trząść ziemia. Jedno z mniejszych i słabszych drzew przewróciło się powalając dwóch przeciwników. Z resztą poszło dobrze. Zdobyłam sztandar.
Niestety tą akcję widziało sporo innych obozowiczów.

Tak więc, więcej już nie używam tej umiejętności. Powoduje zbyt duże straty w postaci roślin i drzew. 

Siedziałam przed moim domkiem i myślałam. Często to robię. Ale to nie jest jakieś tam zwyczajne myślenie. 

Teraz myślę o rodzinie. Mojej rodzinie, której tak naprawdę nie mam.

Ojciec - już wiem.
Matka - ?
Siostra - ?
Brat - ...
  
No właśnie. Teraz sobie uświadomiłam, że Mark był moim bratem. Tylko dlaczego, Hades uznał jego a mnie nie?!

Dobra, mam dość tego tematu. 

Misja... mówiłam wam już, że od zawsze marzę o misji. 
Chciałabym wreszcie wyruszyć w świat. Zobaczyć coś innego niż obóz.

Pewnie was zdziwi to, że ja nigdy nie widziałam niczego poza obozem i lasem. Nie widziałam miasta, samochodów, normalnych ludzi. Moje otoczenie nie zmieniało się przez 10 lat (tak, tak,10 nie dziewięć, pamiętajmy mam już 13 lat).

Już późno. Idę na kolację.
Siadam przy w ł a s n y m stoliku.
O widzę, że przybyły dwie nowe. Przyglądam im się uważnie. Zwykle od razu po wyglądzie potrafię rozpoznać ich rodzica. I zazwyczaj zgaduję.
Wspomniałam już jaka ja jestem skromna?

Pierwsza wygląda mi na dziecko Apollina.
 Co do drugiej, już nie byłam taka pewna.
Na oko jakieś 14-15 lat.
Czarne włosy, granatowe ciuchy.
E tam... pewnie od Hekate. Ale jakiś szósty zmysł podpowiadał mi, że tak nie jest.

2 komentarze:

  1. Cudowne cudowne :*
    Pisz tak dalej
    Kasiali

    OdpowiedzUsuń
  2. Witaj,
    Ciekawe czy z kimś się zaprzyjaźni. Dobrze,,że akcja jest współcześnie. Właśnie zastanawiałam się w jakim czasie jest umiejscowiona. 13 lat. Myślałam, że ciut starsza. Ale ok.
    Lecę dalej.
    Pozdrawiam Irma.
    pisanieff.blog.pl

    OdpowiedzUsuń