wtorek, 15 grudnia 2015

#1 Mało Krwawa Miniaturka Bo Nie Umiem Robić Lepszych

Tą miniaturkę dedykuję Kasiali. Wreszcie się doczekałaś :)


Szłam ciemnym korytarzem niedawno odkrytym pod domkiem numer 13.  Byłam bardzo ciekawa, co się tu znajduje – no w końcu jest coś nowego. Na ścianach wisiały pochodnie z zielonym ogniem. No… coś tutaj ponuro. W sumie pasuje mi ten nastrój. Tak mroczno… Jak go odnalazłam? A no przypadkiem przekręciłam jedną z pochodni i ta dam - podłoga się zapadła i ukazał się ten tajemniczy korytarz. Zanim do niego weszłam musiałam się upewnić, że nigdzie nie ma Amy. Dziwne było to, że od czterech godzin nigdzie jej nie widziałam. Zdawało mi się, że ona zawsze jest w centrum uwagi razem z Daisy... Przez to stawałam się coraz bardziej podejrzliwa. Nagle usłyszałam krzyk, i jeszcze jeden. Najgorsze było to (albo najlepsze), że był to głos Amy. Wszędzie go rozpoznam. Zaczęłam biec w kierunku z którego dochodził głos. Co tam się dzieje?

Pędziłam w kierunku światła. To co tam zobaczyłam wmurowało mnie w podłoże. Była tam wielka hala, słabo oświetlona, ściany były pomalowane na szaro. Pośrodku stał wysoki metalowy słup. A do niego była przywiązana Amy. Wyglądała strasznie, cała była we krwi, jej ubranie było poszarpane a włosy w nieładzie. Na ciele miała wiele ran. Co jej się na Hadesa stało?! Chciałam do niej podbiec jednak przerwał mi głos.

- Zostań tam gdzie jesteś - odwróciłam się, wyciągając jednocześnie mój czarny miecz.

Ostrze przecięło ze świstem powietrze. Kilka metrów ode mnie stał, opierając się o ścianę... Mark. Tak, mój dawny brat Mark. Te same czarne włosy, blada cera, niski wzrost. Aż się zdziwiłam, że tak dobrze widać szczegóły, no bo przecież to duch. Jedyne co się w nim zmieniło to oczy. Przedtem były ciemno brązowe, a teraz? Koloru stali z małymi prześwitami ciemnej czerwieni. Muszę przyznać, teraz wyglądał przerażająco.

Cofnęłam się o krok. Jak zawsze w stresujących sytuacjach moje myśli przyspiesza. Czy to Mark zrobił to wszystko Amy? Dlaczego miał takie dziwne oczy? I dlaczego w ogóle się tu pojawił? Po patrzyłam uważnie na brata. Wyciągnął on widmowy sztylet i rzucił ja w znienawidzoną przeze mnie siostrę. Broń przecięła ramię Amy na wylot - no bo w końcu to tylko cień. Jednak na "widmowej" ranie zebrała się krew. To musiało ją boleć.

- Przestań - krzyknęłam. Wiem, byłabym zachwycona gdyby Amy zniknęła na zawsze z moje życia, jednak to nie takie proste. Ojciec pewnie by się wściekł, że powstrzymałam brata przed zamordowaniem swojej siostry. Nie no, miła rodzinka, nie da się zaprzeczyć.
Amy wyglądała jakby ledwo żyła, co w sumie było bliskie prawdy. Musiałam go powstrzymać, nie tylko ze względu na Amy. Dlatego, ponieważ Mark nie wydawał się być sobą. Nie czułam w sobie tej wściekłości na Amy, co również było podejrzane.

Rzuciłam się na Marka z zaskoczenia. Okazał się być choć trochę cielesny. Przyszpiliłam go do ściany. Wyglądał na nieco zaskoczonego i rozbawionego. Przystawiłam mój miecz do jego szyi.

- Nie zrobisz mi krzywdy - powiedział zadziwiająco pewnym tonem.

- Owszem, zrobię - to powiedziawszy cięłam mieczem. Jednak duch chłopaka się nie rozwiał.

Podzielił się na dwa. Nie chodzi o to, że głowa w jednym miejscu a reszta w drugim. Były dwie postacie. Jedna przypominała Marka a druga dziwną istotę podobną do ludzkiej. Mój brat zniknął a zły duch podszedł do mnie.

- Widzisz? Mnie nie można zabić - jego głos obijał mi się po głowie - Ja jestem tobą. Jestem twoim duchem, uwolniłaś swoją złość i wściekłość. Uwolniłaś mnie - zakończył swój straszny monolog i wniknął we mnie. Dosłownie. Poczułam przerażające zimno. Opanowałam się jednak. Musisz zająć się Amy powiedziałam do siebie.

 Podeszłam do niej na chwiejnych nogach. Wyglądała strasznie, co już pewnie mówiłam. Przeciełam więzy, które trzymały ją przywiązaną do słupa. 

- Wszystko dobrze? - zapytałam ostrożnie.

- Oczywiście, że nie - warknęła, próbując nie okazywać słabości.

Mimo kłótni w mojej głowie na temat tego, że nie powinnam pomagać dziewczynie, wyciągnęłam batonik ambrozji i podałam go Amy. Tak od razu go zjadła nawet nie dziękując. Jest wredna nawet wtedy kiedy jest w stanie krytycznym. Podniosła głowę. W jej oczach widziałam determinację i nagły błysk. Nie wiedziałam co on oznacza. 
Pomogłam jej wstać na nogi. Zaczęłam się kierować w stronę wyjścia i nagle przez moją głowę przebiegła straszliwa myśl. Za późno się zorientowałam co błysk w oczach dziewczyny może oznaczać. Odwróciłam się gwałtownie. Zobaczyłam Amy rzucającą we mnie swoim sztyletem. Skąd ona wzięła sztylet? Ale to już nie miało znaczenia. 
Ostatnie co zobaczyłam to broń wbijającą się w moje serce i szyderczy uśmiech Amy.


Bu ha ha!!! Zabiłam Sally!!!
Spokojnie to tylko miniaturka.
Mam nadzieję, że się spodobała ;) 
Przepraszam z błędy jeśli się jakieś pojawiły ^_^

2 komentarze = nowy rozdział 

4 komentarze:

  1. Czemu??? Czemu???
    Jak to mogłaś mi zrobić??!!!
    Walnąć w ciebie Avadą??
    Sally jej pomaga, a ona co?? Zabija ją!!
    Nie no ja nie wytrzymam !!
    Jestem zła na Amy! Głupa małpa!!
    Kasiali
    Ps. Wiem, że to miniaturka i czekam na rozdział.

    OdpowiedzUsuń
  2. :( Przepraszam, ale musiałam
    Następny rozdział będzie lepszy niż ta miniaturka ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Heej :D
    Rozdział genialny, a to zakończenie... Ach!
    Spodziewałam się czegoś, no.... wychodzą sobie z tego tunelu, i już xd ale wtedy byłoby zbyt nudno ;D
    Czekam na nexta :D
    ~Melinoe
    <> Dużo weny!!!<>

    OdpowiedzUsuń
  4. Czekam i czekam na następny rozdział i nie mam co czytać. Nie torturuj już nas bardziej i daj następny rozdział proooooooooooooszę
    Kasiali :D

    OdpowiedzUsuń